Od dni kilku dręczy mnie pewien problem. Nie znalazłem odpowiedzi na forum więc pytam ;]
Mianowicie, kiedy kupiłem samochód i wracałem nim do domu zdarzyła się dwukrotnie taka akcja, że samochód stracił czucie na pedał gazu (tak jakby nie dostawał przez chwilę paliwa) trwało to może 3-5 sekund i wszystko wróciło do normy, przyspieszenie wróciło.
jednakże problem powrócił... dokładniej w poniedziałek. Jadąc sobie powoli po mieście samochód nie dostał paliwa i zatrzymałem się zaraz za skrzyżowaniem...
w ogóle nie szło wskrzesić samochodu. Pompa milczała grobowo. Na hol i do domu...
we wtorek pod domem wydobyłem pompę z baku i zaniosłem do domu, spiąłem ją na krótko pod 12V i smigala elegancko. Zadowolony z tego, że nie łączyła na styku zszedłem na dół wszystko złożyć. Kostkę stykową potrakowałem jeszcze WD40 i po złożeniu smigało pięknie.
Cały wczorajszy dzień bez zastrzeżeń. No, prawie... wyjeżdżając z parkingu lekko nadrzucilo mi tył i podskoczylem na koleinie, wtedy znowu padła, ale wysiadłem, rozłączyłem i złączyłem kostkę i pojechałem dalej.
Dziś wracam do domu i sytuacja się powtarza. Byłem dosłownie przekonany, że ta kostka coś świruje. Znowu musiałem zaholować auto pod dom bo wielokrotne rozłączanie i podłączanie kostki nic nie dawało... Ruszanie kablem też nic.
pod domem spróbowałem (troche zapacnie druciarstwiem więc osoby o słabszych nerwach proszone są o czytanie z daleka
moje pytania:
Spotkał się już ktoś z czymś takim?
Wymiana pompy załatwi sprawę?
A może jednak któryś kabel nie dokońca łączy...
Myślałem już nawet o kablach przy stacyjce może tam coś nie tak?
I czy ktoś spotkał się już z czymś takim?
Niestety za późno doszedłem do tego, że mogę sprawdzić żarówką napięcie na kostce. Wcześniej (poniedziałek) jak sprawdzałem to napięcia nie było, ale przecież napięcie na zapłonie utrzymuje się przez 4-5 sekund i znika.





