Zapewne temat większość z Was ubawi (i to setnie), ale w sumie z wszystkich for, na jakich z "Za Zakrętem" siedzę, to na TK zawsze jakbym był "najcieplej" traktowany - to i tu zapytam o trapiący mnie problem
Sytuacja wygląda tak:
Prawo jazdy mam od nieomal roku (w maju będzie). Własnego auta jeszcze nie posiadam, więc korzystam z tego, co posiadają rodzice - najmilsza memu motoryzacyjnemu sercu jest "Subarynka" kochanej rodzicielki - tak zwane "Swift-Justy", 1,3 (68KM), 4WD.
Mój "styl użytkowania" opiera się, jak to w przypadku smarkaterii (a podobno rozsądny jestem) na lataniu po przełęczach - szybkie pokonywanie zakrętów (żadne "wajchowanie", po prostu z dohamowania + gaz w zakręcie, jak to w 4WD), ostre hamowania, "kręcenie" do 4,5-5k (odcinka gdzieś około 6,5k, raz przypadkiem się tego dowiedziałem), szybka, brutalna (po prostu niewyćwiczona jeszcze) zmiana biegów - z powodu tego, że poprzednia właścicielka auta, w Niemczech, nie potrafiła obsługiwać sprzęgła, jest ono obecnie już mocno zużyte, więc autem czasem szarpnie...
Poza tym - Subaru jeździ na gazie - gdy jestem w mieście, lubię wóz wysoko kręcić (po prostu najmilej brzmi,i najfajniej się zbiera) - 4,5k; szybko przyśpieszać - bardzo często na zasadzie "but albo w powietrzu, albo w podłodze", a także bawić się w slalom na pustych parkingach, przy "wysokich" prędkościach (czyli takich, gdy Justy traci już stabilność). Co więcej, wóz służy mi do dojazdów do szkoły (~2km) - odpalany jest więc co około 12 godzin, i przez te dwa kilometry do szkoły dostaje "wciry" (jazda jak opisałem).
Poza tym, w zimie przyznaję się do "snow-driftu" na pustych, ośnieżonych placach - pierwszy bieg, falowanie gazem i "latanie bokiem".
Zdaję sobie sprawę, że jest to zachowanie niegodne fana i wielbiciela motoryzacji, lecz zwykłego szczyla spod remizy - nie zmienia to jednak faktu, że rozładowuje emocje, i pozwala odstresować się przed/po szkole. Chciałbym jednak wiedzieć, jak bardzo jest to szkodliwe dla "Justynki" - uwielbiam to autko, a i na straty finansowe bym rodziny nie chciał narażać. O ile szybciej wóz się zużyje, co może strzelić/nawalić, co w ten sposób uszkadzam? Czego w pierwszej kolejności unikać, na co zwracać uwagę?
W trasie i "na codzień" jeżdżę "po emerycku" - eco-driving, niskie obroty, delikatne obchodzenie się z gazem i hamulcem, puszczanie babć na przejściach etc. ^^ Takie "katowanie" jak opisałem to około 15% czasu, jaki ja tym autem jeżdżę - w ogólnym rozrachunku autko jeździ tak 5% swojego "czasu".
Wóz ma kontrolowany olej i wszystkie płyny pod maską praktycznie co tydzień. Jak na razie, wszystko w normie, żadnych większych (a nawet średnich i małych) wycieków.
Autko to rocznik 1999, przebieg to około 160k km.
Pozdrawiam i proszę o wyrozumiałość ^^, BelegU$








