Witam
Mam mały dylemat, ostatnio przez te mrozy jeżdżę bardzo mało, praktycznie w ogóle i mam pytanko: co jaki czas postoju należy autu przepalić motor lub nim pojeździć żeby utrzymać sprawność bojową auta i jego podzespołów przez zimę, dodam że moje stoi pod chmurką.
Pozdrawiam
Micz
Używanie auta w zimie
Moderator: Moderator
-
Rengiro
Yo. Przy takich temperaturach jak dzis i wczoraj to trzeba auto codziennie odpalic i nagrzac ze wzgledu chociażby na aku. Trzeba pamietac tez ze dobrze miec przynajmniej 3/4 zbiornika wachy, im mniej powietrza w zbiorniku tym lepiej. Takie moje zdanie...
podstawa to naladowany i SPRAWNY aku
ja wlasnie dzis zmienialem bo nie trzymal
ja wlasnie dzis zmienialem bo nie trzymal
http://www.ext.com.pl - radiolinie, teleinformatyka
-
Micz
aku zawsze można wymienić, ale co z motorem, wałem, przewodami płynów itd. może to tak stać?
Jak tak z doswiadczenia z innymi furkami . radze raz dziennie go rozgrzac bo aku to nie wszystko .. dzis reanimowalem 15 min dziadka hyundaia wmiare nowego .... cos przymarzlo i dopiero po 15 min krecania zalapal ( oczywiscie z przerwami
)
A jak tak troche apropo .
jak sie jezdzi tym sportowcem zima ?
chodzi mi o dosc duza moc i tyl naped ( wiadomo jak w polsce z piaskarkami... prawie jak yeti)
jak tam podjazdy pod osniezona gorke itp ..
Pytam bo wujas ma Mustanga 2003 3.6l 200koni wiec moc podobna , tez tyl naped a po ostatnich przejsciach z pogoda jezdzi firmowym berlingo bo podobno tamtym sie nie da wyjechac z pod domu na przedmiesciach
Pozdro
A jak tak troche apropo .
jak sie jezdzi tym sportowcem zima ?
chodzi mi o dosc duza moc i tyl naped ( wiadomo jak w polsce z piaskarkami... prawie jak yeti)
jak tam podjazdy pod osniezona gorke itp ..
Pytam bo wujas ma Mustanga 2003 3.6l 200koni wiec moc podobna , tez tyl naped a po ostatnich przejsciach z pogoda jezdzi firmowym berlingo bo podobno tamtym sie nie da wyjechac z pod domu na przedmiesciach
Pozdro
Ja w zeszłą zime sie nie przejmowałem , załozyłem zimowki i jeżdziłem , a im wiecej sniegu tym więszka zabawa 
Teraz awaryjnie jezdze maluchem i nawet zimówek nie mam i tez daje rade
A co do tematu to uwazam ze w takie mrozy raz dziennie nalezy odpalic auto , chyba ze wyciągniemy aku do ciepłego garazu czy domu , to wtedy mozna rzadziej.
Teraz awaryjnie jezdze maluchem i nawet zimówek nie mam i tez daje rade
A co do tematu to uwazam ze w takie mrozy raz dziennie nalezy odpalic auto , chyba ze wyciągniemy aku do ciepłego garazu czy domu , to wtedy mozna rzadziej.
Ja też mam ten problem. Tak mi dojazd zasypało, że biedna nyska postoi sobie dłuuuugo w garazu, bo jakoś się na lepsze nie zapowiada:( Zima to nie jest dobry czas....Forest pisze: Pytam bo wujas ma Mustanga 2003 3.6l 200koni wiec moc podobna , tez tyl naped a po ostatnich przejsciach z pogoda jezdzi firmowym berlingo bo podobno tamtym sie nie da wyjechac z pod domu na przedmiesciach
Pozdro
A ja jeżdżę non stop i daję specjalnie za dużo gazu.
Ale faktycznie trzeba umieć jeździć tył napedem w zimie.
W poślizgu jest ciekawiej. Tylko ludzie pukają się w głowę, pewnie nie wierzą że tak można umieć
Ale faktycznie trzeba umieć jeździć tył napedem w zimie.
W poślizgu jest ciekawiej. Tylko ludzie pukają się w głowę, pewnie nie wierzą że tak można umieć
EMWU is dead
Ja swoim gruzem jeżdzę na codzień i nie ma najmniejszych problemów odpalaniem.
Grunt to dobry akumulator. Jeśli chodzi o taka niby prozaiczna sprawę jak odpalenie w zimę, to robie to w następujący sposób: przekręcam kluczyk w stacyjce i czekam ok. kilku sekund, aż sie "uzbroi" zapłon, pompa paliwowa napompuje zmarznięte paliwo do układu, wyłączam wszystkie zbędne odbiorniki, kilka razy wciskam sprzęgło na pusto, żeby rozruszać tłoczek serwa od sprzęgła i ognia !
Odpalam ! Zwykle po 3-4 cyklach ssanie/sprężanie/"praca"/wydech motor zapala i wchodzi na podręcznikowe 1500 obr/min, kiedy to ECU włącza autossanie. I teraz będzie mały dysonans: są 2 szkoły, które traktują o tym co dalej robić z odpalonym samochodem: otwocka i falenicka: jedna mówi, żeby nie robić nić z autem prze kilka chwil, aż sie motor nagrzeje i wtedy ruszamy, natomiast druga mówi, aby ruszyć SPOKOJNIE, powoli OD RAZU z miejsca nie przekraczając 2000 obr./min i powoli dać autu "dojśc do siebie" czyli temp./ciśnień/etc.
Ja osobiście optuję za pierwszym rozwiązaniem, choćby z tego względu żeby dać szansę gęstej oliwie trochę się rozgrzać i dopłynąć tam i ówdzie. Jeśli mówimy o rozgrzaniu oliwy, to należy pamiętać, też o rozgrzaniu oliwy w dyfrze i skrzyni. W tym miejscu logika podpowiada opcję drugą, tzn powolne stopniowe jechanie bez szaleństw. Watro wziąć pod uwagę to ze mając w samochodach turbosprężarkę i poza aspektem takim, że powinna do niej dopływać rozgrzana oliwa, to napewno woda musi mieć płynąć a nie być lodem. Jeśli zbyt wcześnie damy w pałę, to może po prostu być tzw. szok termiczny i skończy sie tym, że łopatki turbiny będą sie kruszyć, które to powstają w procesie obróbki odlewniczej (prawdopodobnie ta teza nie dotyczy łopatek, które powstały w procesie krystalizacji - nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem) - tak mówi teoria z silników turbowentylatorowych.
W każdym razie lopatkic naszych wspaniałych turbin powstają dorgą odlewania i zbyt duży skok temperatur negatywnie wpyłwa na trwałość.
Życzę wszystkim garaży pod domem
Grunt to dobry akumulator. Jeśli chodzi o taka niby prozaiczna sprawę jak odpalenie w zimę, to robie to w następujący sposób: przekręcam kluczyk w stacyjce i czekam ok. kilku sekund, aż sie "uzbroi" zapłon, pompa paliwowa napompuje zmarznięte paliwo do układu, wyłączam wszystkie zbędne odbiorniki, kilka razy wciskam sprzęgło na pusto, żeby rozruszać tłoczek serwa od sprzęgła i ognia !
Odpalam ! Zwykle po 3-4 cyklach ssanie/sprężanie/"praca"/wydech motor zapala i wchodzi na podręcznikowe 1500 obr/min, kiedy to ECU włącza autossanie. I teraz będzie mały dysonans: są 2 szkoły, które traktują o tym co dalej robić z odpalonym samochodem: otwocka i falenicka: jedna mówi, żeby nie robić nić z autem prze kilka chwil, aż sie motor nagrzeje i wtedy ruszamy, natomiast druga mówi, aby ruszyć SPOKOJNIE, powoli OD RAZU z miejsca nie przekraczając 2000 obr./min i powoli dać autu "dojśc do siebie" czyli temp./ciśnień/etc.
Ja osobiście optuję za pierwszym rozwiązaniem, choćby z tego względu żeby dać szansę gęstej oliwie trochę się rozgrzać i dopłynąć tam i ówdzie. Jeśli mówimy o rozgrzaniu oliwy, to należy pamiętać, też o rozgrzaniu oliwy w dyfrze i skrzyni. W tym miejscu logika podpowiada opcję drugą, tzn powolne stopniowe jechanie bez szaleństw. Watro wziąć pod uwagę to ze mając w samochodach turbosprężarkę i poza aspektem takim, że powinna do niej dopływać rozgrzana oliwa, to napewno woda musi mieć płynąć a nie być lodem. Jeśli zbyt wcześnie damy w pałę, to może po prostu być tzw. szok termiczny i skończy sie tym, że łopatki turbiny będą sie kruszyć, które to powstają w procesie obróbki odlewniczej (prawdopodobnie ta teza nie dotyczy łopatek, które powstały w procesie krystalizacji - nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem) - tak mówi teoria z silników turbowentylatorowych.
W każdym razie lopatkic naszych wspaniałych turbin powstają dorgą odlewania i zbyt duży skok temperatur negatywnie wpyłwa na trwałość.
Życzę wszystkim garaży pod domem
Karrlos umiejetnosci to jedno a wlasciwosci trakcyjne auta to druga stronaKarrlos pisze:A ja jeżdżę non stop i daję specjalnie za dużo gazu.
Ale faktycznie trzeba umieć jeździć tył napedem w zimie.
W poślizgu jest ciekawiej. Tylko ludzie pukają się w głowę, pewnie nie wierzą że tak można umieć
wujasa mustangiem nie idzie sie nawet rozpedzic zeby cos pokazac:P obojetnie jak bys nie probowal ruszyc ... dobrze ze na wsteku chociaz mogl sie przesunac bo by ciotka swoja furmanka nawet z garazu nie wyjechala
a tak z innej troszke beczki jak z rozlozeniem mas i srodkiem ciezkosci w nysce ?
Pozdro
moje autko tez stoi i odpalam je srednio raz na tydzień, przy takiej pogodzie jezdze autem z napedem na 4 buty , lata bokami lepiej niz SX
ale......z innej nieco beczki, kolega ma seata aroze, pewnego zimnego poranka odpalił auto, a tam zapaliła się kontrolka od oleju, chłop nie ma zielonego pojecia o samochodach więc pomyslał ze poprostu jest za mało oleju i pojechał na stacje dolać. Niestety nie dojechał, silnik zgasł i juz nie chciał nawet zakrecić - zatarł się.
Okazało się ze w kanałach olejowych zamarzł olej i to nie byle jaki olej bo Castrol, na szczcescie pod dupie dostały tylko panewki, z jednej to prawie nic nie zostało.
Widzieliscie kiedys jak wygląda olej silnikowy przy -20 stopniach? brrrrr......smoła.
ale......z innej nieco beczki, kolega ma seata aroze, pewnego zimnego poranka odpalił auto, a tam zapaliła się kontrolka od oleju, chłop nie ma zielonego pojecia o samochodach więc pomyslał ze poprostu jest za mało oleju i pojechał na stacje dolać. Niestety nie dojechał, silnik zgasł i juz nie chciał nawet zakrecić - zatarł się.
Okazało się ze w kanałach olejowych zamarzł olej i to nie byle jaki olej bo Castrol, na szczcescie pod dupie dostały tylko panewki, z jednej to prawie nic nie zostało.
Widzieliscie kiedys jak wygląda olej silnikowy przy -20 stopniach? brrrrr......smoła.
powrót do korzeni ?
-
Micz
@Suchar: dzięki za rady, takiego info poszukiwałem
dodam jeszcze tylko do twojej metody sposób na rozgrzanie oliwy w skrzyni na postoju - mianowicie wciskasz sprzęgło i wrzucasz bieg i tak stoisz, wałek w skrzyni zaczyna chodzić i grzać oliwę, jedynie dyfer zostaje wtedy niewzruszony
@Muro: moje też już ma tydzień postoju
miałem dzisiaj odpalać ale Suchar przestraszył mnie tym szokiem termicznym łopatek od turbawy więc poczekam do jutra, temperatura ma nie spaść poniżej -10C
@Muro: moje też już ma tydzień postoju
Cóż, niezgodzę się z Tobą. Jak wciskasz sprzęgło, całkowicie odłączasz skrzynię od silnika. Ja to robię inaczej. Jak odpalam wciskam sprzęgło, aby tylko silnik obciążał rozrusznik. Gdy już auto wejdzie na stabilne obroty, puszczam sprzęgło (oczywiście na luzie). Obroty spadają o kilkaset. Nie kręcą się wtedy wszystkie wałki w skrzyni, ale wystarczy, by pomielić trochę olejem i go rozgrzać. A poza tym dodatkowe obciążenie silnika skrzynią, powoduje szybsze jego rozgrzanie.Micz pisze: dodam jeszcze tylko do twojej metody sposób na rozgrzanie oliwy w skrzyni na postoju - mianowicie wciskasz sprzęgło i wrzucasz bieg i tak stoisz, wałek w skrzyni zaczyna chodzić i grzać oliwę, jedynie dyfer zostaje wtedy niewzruszony
|oo|__|oo|
Wildcat
O=O---O=O
Wildcat
O=O---O=O
-
Micz
możliwe że to co mówisz jest większą prawdą, to co ja mówiłem to tylko zasłyszane gdzieś wśród "fachowców", pozdro.wildcat. pisze: Cóż, niezgodzę się z Tobą. Jak wciskasz sprzęgło, całkowicie odłączasz skrzynię od silnika. Ja to robię inaczej. Jak odpalam wciskam sprzęgło, aby tylko silnik obciążał rozrusznik. Gdy już auto wejdzie na stabilne obroty, puszczam sprzęgło (oczywiście na luzie). Obroty spadają o kilkaset. Nie kręcą się wtedy wszystkie wałki w skrzyni, ale wystarczy, by pomielić trochę olejem i go rozgrzać. A poza tym dodatkowe obciążenie silnika skrzynią, powoduje szybsze jego rozgrzanie.






